środa, 10 maja 2017

„Mechaniczny książę” Cassandra Clare


      „Mechaniczny książę” to druga część trylogii „Diabelskie Maszyny” Cassandry Clare, czyli prequela „Darów Anioła”. Przez jakiś czas trochę trudno mi było przez niego przebrnąć - może dlatego, że miałam wówczas wakacje wiosenne i z powodu podróży i zwiedzania nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie. Kiedy jednak zebrałam się w sobie i wróciłam do lektury, w którymś momencie wreszcie wciągnęłam się na tyle, by dokończyć ją w niedługim czasie.
      Nie chcę spoilerować, więc nie będę się rozwodzić nad postępującą akcją i zamiast tego wspomnę w kilku słowach o niektórych postaciach, bo ostatnio tego nie zrobiłam. Jeśli chodzi o Tessę Gray - jest w porządku. Nie irytowała mnie jakoś szczególnie (a zdarza się to często), jest inteligentna, oczytana i dzielna (ale tak zdrowo, a nie przesadnie). Głowa Londyńskiego Instytutu - Charlotte Branwell (z domu Fairchild) - z łatwością zaskarbiła sobie moją sympatię, być może po części przez wzgląd na moje „feministyczne” zapędy. Jej mąż, Henry, to tak ciekawy człowiek, że chyba nie da się go nie lubić. Niby Nocny Łowca, a zupełnie inny od reszty. To wynalazca żyjący w świecie swoich wynalazków. Choć wiele z nich nie wypalało, Henry nigdy się nie poddawał i podążał za swoją pasją, za co bardzo go szanuję. Nathaniel Gray to jedna z tych postaci, które ukatrupiłabym na miejscu. Jessamine Lovelace… Cóż, żal mi jej na swój sposób, bo tak naprawdę dziewczyna nie potrafiła być tym, kim chciała, ale mimo wszystko nie potrafię jej polubić. Sophie Collins - Przyziemna mająca Wzrok i pracująca w Instytucie jako służąca - jest świetna. Gideon i Gabriel Lightwoodowie również do mnie przemówili. Choć daleko im do ideałów, fakt ten czyni ich „prawdziwymi”.
      No i najważniejsi chłopcy - będący parabatai (dwóch Nefilim, których naznaczono specjalną runą; walczą ramię w ramię i są związani w niezwykły sposób) Will Herondale i Jem Carstairs. Jeśli chodzi o Willa, polubiłam go chyba dopiero w trzeciej części, bo jego postać była jak dla mnie zbyt podobna do Jace’a, czyli nieco przedramatyzowana. Kolejny schemat pod tytułem „Jestem zły, lepiej, żeby nikt mnie nie kochał” (w skrócie i dużym uproszczeniu). Z charakteru bardzo podobny do Jace’a, z wyglądu - do Aleca. Także niby idealny, ale nie dla mnie (choć brunet). Z kolei Jem… O rety, naprawdę próbowałam nie dać się złapać, ale właśnie w tej części w końcu uległam i się w nim zakochałam. To tak miły, życzliwy i empatyczny człowiek, że ze świecą takiego szukać. Chcę go na męża, nawet z całym jego bagażem doświadczeń i problemami, z którymi mało kto musi się borykać.
      Do następnego!

2 komentarze:

  1. Jeny. Jak ja dawno to czytałam :D
    Nawet nie pamiętam, czy Tessa mnie zbyt nie irytowała xd
    Chyba przeczytałabym sobie tę trylogię jeszcze raz :)

    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem fajnie wrócić do książek, które czytało się dawno temu. ^^

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.