sobota, 12 listopada 2016

„Wspomnienia z domu umarłych” Fiodora Dostojewskiego


      Książkę tę planowałam przeczytać od czasu zaznajomienia się z „Innym światem” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, ponieważ „Wspomnienia z domu umarłych” się tam pokazały. Ogółem Dostojewskiego chciałam poczytać jeszcze wcześniej, czyli po lekturze rewelacyjnej „Zbrodni i kary”. Nie wiem, jak to się stało, że za „Wspomnienia…” zabrałam się dopiero w ostatnie wakacje.
       Przynajmniej każdy, kto ma za sobą drugą (?) klasę liceum, powinien doskonale Dostojewskiego kojarzyć. Facet pisał niesamowicie, jestem zachwycona jego sposobem prowadzenia narracji. Nie wiem, czy u kogoś jeszcze spotkałam się z akapitami mogącymi ciągnąć się na kilka stron. Nie przeszkadza mi to, wolę opisy niż dialogi.
      „Wspomnienia z domu umarłych” to niby historia Aleksandra Pietrowicza, ale tak naprawdę opowiada o katordze samego autora, na którą ten został zesłany w 1849 roku za przynależność do jakiejś rewolucyjnej grupy. Podobno najpierw dostał wyrok śmierci - jak dobrze, że karę złagodzono! Ostatecznie odbył w Omsku czteroletnią katorgę, a po paru latach napisał „Wspomnienia…”.
      Bałam się, że będę płakać, szczękać zębami i wołać o pomstę do nieba jak w przypadku „Innego świata”, ale na szczęście tak nie było. Owszem, żal mi katorżników, ale prawda jest taka, że było wśród nich wielu morderców. Inni byli złodziejami i tak dalej. Prawda, jedni zasługiwali na karę, inni nie, ale w jakim systemie nie zdarza się, by nie cierpieli niewinni? Przykre, ale prawdziwe. Denerwowało mnie, gdy więźniowie wykonywali bezsensowne prace albo gdy dostawali za mało jedzenia… Nie jestem za obozami pracy, ale z drugiej strony, ci ludzie w pracy odnajdywali jakiś cel, bo tak, to tylko siedzieli i nie mieli co ze sobą zrobić. Okropny musiał być też zupełny brak prywatności. Wyobrażacie sobie non stop przebywać co najmniej z kilkudziesięcioma innymi osobami? Nie wiem, jak Wy, ale ja bym zwariowała.
      Pozytywnie zaskoczył mnie stosunek mieszkańców pobliskiej wioski do katorżników. Współczuli im i nieraz dawali jałmużnę. Spodziewałam się raczej jakiegoś napiętnowania i tak dalej, ale na szczęście nieczęsto się ono zdarzało.
      Żeby już nie przedłużać: dużo gorzej mieli w Auschwitz i w tym podobnych miejscach, co nie znaczy, że rosyjska katorga to coś jakkolwiek miłego (choć bywali i tacy, którzy na swój sposób się z niej cieszyli - biedacy, którzy w twierdzy mieli przynajmniej co do ust włożyć, nie to, co na wolności; skojarzyło mi się to z „Takasebune” Moriego Ōgaia). Ostatecznie więźniowie witali wyjście na wolność z niepomierną radością… czemu chyba nie trzeba się dziwić.

10 komentarzy:

  1. Też interesowałam się tą książką odkąd przeczytałam "Inny świat", jednak nie miałam jeszcze okazji jej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc mamy coś wspólnego. ;)
      Polecam się za nią wreszcie wziąć. :)

      Usuń
  2. Ja osobiście od jakiegoś czasu mam w planach lekturę "Braci Karamazow" F. Dostojewskiego. Po "Wspomnienia z domu umarłych" zapewne sięgnę z czasem. Zaciekawiłaś mnie tą recenzją :)
    Pozdrawiam serdecznie- strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Braci Karamazow" również mam w planach. :)

      Usuń
  3. Dostojewski jeszcze przede mną, mam nadzieję, że mi się spodoba. "Wspomnienia z domu umarłych" wydają się bardzo ciekawe, zazwyczaj porusza się temat niemieckich obozów, a tu jest inne spojrzenie.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdziwiłabym się, gdyby Dostojewski Ci się nie spodobał!

      Usuń
  4. "Inny świat" mam już za sobą. Tej książki, którą przedstawiasz, jednak nie miałam okazji jeszcze czytać. Trudny temat, chociaż wartościowy i warty poznawania. Tym bardziej, że można spodziewać się pozytywnych momentów zaskoczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, dlatego serdecznie polecam. :)

      Usuń
  5. Ja jeszcze mam ten tytuł przed sobą, i co prawda nie wiem kiedy dokładnie sięgnę po niego, ale na pewno to uczynię! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.