piątek, 4 listopada 2016

Październikowe podsumowanko

      Pierwszy miesiąc spędzony w Japonii nie mógł nie obfitować w zakupy książkowo-mangowe. Ciężko się powstrzymać, kiedy istnieje tu takie cudo jak „book off”, gdzie można zdobyć tomiki nawet za 100 jenów (około 4 zł), prawda? Cóż, mimo wszystko i tak się wzbraniałam, bo po pierwsze, nie wiedziałam, jak ucierpią na takich zakupach moje finanse (stypendium otrzymaliśmy dopiero 31.10), a po drugie, bądźmy szczerzy, zanim przeczytam to wszystko, miną wieki (w końcu to oryginały, a po japońsku nie czytam przecież tak szybko jak po polsku ;_;).
      Nie przedłużając już - do mojej biblioteczki trafiły:
- „Deep love: Ayu no monogatari” by Yoshi,
- „Kōkotsu no hito” (mam tę książkę po polsku - pod tytułem „Lata mroku” - ale bardzo chciałam oryginał, tym bardziej, że go „badam”) i „Hashioka Seishū no tsuma” Sawako Ariyoshi,
- „Dark” i „Sabiru kokoro” Natsuo Kirino,
- „J Bungaku” Roberta Campbella (o japońskiej literaturze - po japońsku i po angielsku, hi, hi, sprytna ja),
- „Kimi ni todoke” (tomy 1-13 i 15),
- „Darker than black: Shikkoku no hana” (tomy 1-4, czyli wszystkie).











      Co do czytania… Wyszło tego dużo więcej niż się spodziewałam (5 książek i 5 mang). Myślałam, że przebywając na drugim końcu świata i próbując przywyknąć do nowego życia, nie znajdę czasu na lekturę. Ale gdzie tam, potrzebuję tu tego tak samo jak i w domu, więc kiedy mogę, chwytam za książkę (czy raczej ebooka) lub mangę. Nie było co prawda ambitnie, bo miałam ochotę na coś lekkiego, więc padło głównie na „Dary anioła” Cassandry Clare. Powód jest śmieszny: jakiś czas temu oglądałam serial „Shadowhunters”, „zakochałam się” w Alecu (czy raczej Matthew Daddario), więc stwierdziłam, że w końcu przeczytam tę serię (w 2010 roku przeczytałam jedynie pierwsze trzy tomy). Taak… Sprawa przedstawia się więc w ten sposób:
- „Miasto kości”, „Miasto popiołów”, „Miasto szkła”, „Miasto upadłych aniołów”, „Miasto zagubionych dusz”  Cassandry Clare,
- „Akatsuki no Yona” (tomy 19-21),
- „Darker than black: Shikkoku no hana” (tomy 1-2).
      To by było na tyle. Bywajcie!

23 komentarze:

  1. Ja nie wiem.... Albo nie byłam wystarczająco dobrym mangozjebem, albo zwyczajnie byłam inna, ale czytanie mang jakoś nigdy mnie nie rajcowło :X kupowalam miliony mang w zamiarze przeczytania, ale czytałam je z niechęcią, albo sprzedawałam po czasie, bo kurzyły się na półce ;c
    zazdroszczę Ci pobytu w Japonii pod względem kosmetycznym. Na tym punkcie mam kompletnego bzika i pewnie wydałabym miliony na kosmetyki, rzęsy i stuff typu gyaru ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam Twój zapał do kultury japońskiej i do nauki tak trudnego języka. I jednocześnie zazdroszczę tylu zdobyczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Choć wolałabym mieć jeszcze większy zapał, bo nauka wychodzi mi już bokami.

      Usuń
  3. Gratuluję jak najbardziej ilości :D Jest w co się wczytywać ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby sporo tego wyszło, ale obie wiemy, że stać cię na więcej o czym pewnie wszyscy przekonają się w kolejnych miesiącach. haha xD
    Ja na początku starałam się czytać na bieżąco wszystkie zakupy, ale teraz zdecydowanie zostałam w tyle. Czekają na mnie 3 doujiny, 2 mangi i magazyn + jedna manga, której i tak nie przeczytam, bo jest to ostatni tom, a ja z takim poważnym czytaniem zatrzymałam się bodajże na 4. Oczywiście oprócz ostatniego tomu reszta niestety jest w domu. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby racja. xD
      Ech, tak to jest, co zrobić? </3

      Usuń
  5. Całkiem niezły wynik. ;) Zazdroszczę zwłaszcza Darker Than Black... no i oczywiście możliwości wyszukania mang w tak przystępnych cenach.
    Też uwielbiam Aleca z Shadowhunters! Co prawda do nadrobienia książek z serii mnie to na razie nie skłoniło (przeczytałam tylko pierwszą), ale może kiedyś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Book offy rządzą! :)
      Ciężko nie lubić Aleca. ^^

      Usuń
  6. Jezu jakie cudeńka *.* Podziwiam Cię za czytanie po japońsku, ja tam widzę tylko krzaczki xD
    Czy jestem jedyną osobą, która bardziej lubi Magnusa niż Aleca?! Nieważne, po prostu Malec <3
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że "krzaczki" tak wolno się czyta. :(
      Magnusa też kocham! Tyle że Matthew wpisuje się w moją interpretację faceta idealnego. :D

      Usuń
  7. Ależ cudne pozycje wzbogaciły Twoją biblioteczkę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że nie znam japońskiego, bo jak zamawiam wysyłkowo z book offów to ograniczam się tylko do artbooków... chociaż może i nie szkoda, bo skąd na to brać pieniądz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomość japońskiego to fajna sprawa, ale pieniądze... ech. T^T

      Usuń
  9. Człowieku, to jest nieziemskie XD

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.