piątek, 25 listopada 2016

Słówko o hazardzie, czyli „Gracz” Fiodora Dostojewskiego


„Jeśli przychodzę, to przychodzę cała. To mój zwyczaj.”

      Głównym bohaterem tej powieści jest zakochany w Polinie Aleksandrowej Aleksy Iwanowicz. Pracuje jako nauczyciel dla rodziny pewnego generała, którego Polina jest pasierbicą. Generał oraz Polina popadają w długi i liczą na rychłą śmierć majętnej babci (która, nawiasem mówiąc, jest nieziemska, kocham ją!). Przez powieść przewijają się stale inne postaci, takie jak choćby Anglik Astley, „Francuzik” des Grieux i mademoiselle Blanche (w której zakochany do szaleństwa jest generał). Ważną rolę odgrywa kasyno, a w nim ruletka. Hazard to niebezpieczna sprawa, wystrzegajmy się go! *prawi morały*

„Nie mogę sobie zdać sprawy, co się ze mną stało, czy w istocie jestem nienormalny, czy po prostu zboczyłem z wytkniętej drogi i szaleję.”

      W pułapkę hazardu wpada w końcu sam Aleksy Iwanowicz, ale tego, czy się z niej wydobędzie, się nie dowiadujemy.

„Czym jestem dzisiaj? Zerem. Czym mogę być jutro? Jutro mogę zmartwychwstać i na nowo zacząć żyć! Mogę odnaleźć w sobie człowieka, dopóki ten jeszcze nie zginął!”

      Jak się okazuje, sam Dostojewski też był hazardzistą i „Gracza” napisał w ekspresowym tempie, by spłacić długi. To nie jedyne, co upodabnia Aleksego do autora. Dostojewski również przeżył miłość do pewnej Poliny. Ciekawa jestem, jak wiele tego, co wydarzyło się w „Graczu”, było odbiciem tego, co zdarzyło się w życiu wielkiego pisarza…

sobota, 12 listopada 2016

„Wspomnienia z domu umarłych” Fiodora Dostojewskiego


      Książkę tę planowałam przeczytać od czasu zaznajomienia się z „Innym światem” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, ponieważ „Wspomnienia z domu umarłych” się tam pokazały. Ogółem Dostojewskiego chciałam poczytać jeszcze wcześniej, czyli po lekturze rewelacyjnej „Zbrodni i kary”. Nie wiem, jak to się stało, że za „Wspomnienia…” zabrałam się dopiero w ostatnie wakacje.
       Przynajmniej każdy, kto ma za sobą drugą (?) klasę liceum, powinien doskonale Dostojewskiego kojarzyć. Facet pisał niesamowicie, jestem zachwycona jego sposobem prowadzenia narracji. Nie wiem, czy u kogoś jeszcze spotkałam się z akapitami mogącymi ciągnąć się na kilka stron. Nie przeszkadza mi to, wolę opisy niż dialogi.
      „Wspomnienia z domu umarłych” to niby historia Aleksandra Pietrowicza, ale tak naprawdę opowiada o katordze samego autora, na którą ten został zesłany w 1849 roku za przynależność do jakiejś rewolucyjnej grupy. Podobno najpierw dostał wyrok śmierci - jak dobrze, że karę złagodzono! Ostatecznie odbył w Omsku czteroletnią katorgę, a po paru latach napisał „Wspomnienia…”.
      Bałam się, że będę płakać, szczękać zębami i wołać o pomstę do nieba jak w przypadku „Innego świata”, ale na szczęście tak nie było. Owszem, żal mi katorżników, ale prawda jest taka, że było wśród nich wielu morderców. Inni byli złodziejami i tak dalej. Prawda, jedni zasługiwali na karę, inni nie, ale w jakim systemie nie zdarza się, by nie cierpieli niewinni? Przykre, ale prawdziwe. Denerwowało mnie, gdy więźniowie wykonywali bezsensowne prace albo gdy dostawali za mało jedzenia… Nie jestem za obozami pracy, ale z drugiej strony, ci ludzie w pracy odnajdywali jakiś cel, bo tak, to tylko siedzieli i nie mieli co ze sobą zrobić. Okropny musiał być też zupełny brak prywatności. Wyobrażacie sobie non stop przebywać co najmniej z kilkudziesięcioma innymi osobami? Nie wiem, jak Wy, ale ja bym zwariowała.
      Pozytywnie zaskoczył mnie stosunek mieszkańców pobliskiej wioski do katorżników. Współczuli im i nieraz dawali jałmużnę. Spodziewałam się raczej jakiegoś napiętnowania i tak dalej, ale na szczęście nieczęsto się ono zdarzało.
      Żeby już nie przedłużać: dużo gorzej mieli w Auschwitz i w tym podobnych miejscach, co nie znaczy, że rosyjska katorga to coś jakkolwiek miłego (choć bywali i tacy, którzy na swój sposób się z niej cieszyli - biedacy, którzy w twierdzy mieli przynajmniej co do ust włożyć, nie to, co na wolności; skojarzyło mi się to z „Takasebune” Moriego Ōgaia). Ostatecznie więźniowie witali wyjście na wolność z niepomierną radością… czemu chyba nie trzeba się dziwić.

piątek, 4 listopada 2016

Październikowe podsumowanko

      Pierwszy miesiąc spędzony w Japonii nie mógł nie obfitować w zakupy książkowo-mangowe. Ciężko się powstrzymać, kiedy istnieje tu takie cudo jak „book off”, gdzie można zdobyć tomiki nawet za 100 jenów (około 4 zł), prawda? Cóż, mimo wszystko i tak się wzbraniałam, bo po pierwsze, nie wiedziałam, jak ucierpią na takich zakupach moje finanse (stypendium otrzymaliśmy dopiero 31.10), a po drugie, bądźmy szczerzy, zanim przeczytam to wszystko, miną wieki (w końcu to oryginały, a po japońsku nie czytam przecież tak szybko jak po polsku ;_;).
      Nie przedłużając już - do mojej biblioteczki trafiły:
- „Deep love: Ayu no monogatari” by Yoshi,
- „Kōkotsu no hito” (mam tę książkę po polsku - pod tytułem „Lata mroku” - ale bardzo chciałam oryginał, tym bardziej, że go „badam”) i „Hashioka Seishū no tsuma” Sawako Ariyoshi,
- „Dark” i „Sabiru kokoro” Natsuo Kirino,
- „J Bungaku” Roberta Campbella (o japońskiej literaturze - po japońsku i po angielsku, hi, hi, sprytna ja),
- „Kimi ni todoke” (tomy 1-13 i 15),
- „Darker than black: Shikkoku no hana” (tomy 1-4, czyli wszystkie).











      Co do czytania… Wyszło tego dużo więcej niż się spodziewałam (5 książek i 5 mang). Myślałam, że przebywając na drugim końcu świata i próbując przywyknąć do nowego życia, nie znajdę czasu na lekturę. Ale gdzie tam, potrzebuję tu tego tak samo jak i w domu, więc kiedy mogę, chwytam za książkę (czy raczej ebooka) lub mangę. Nie było co prawda ambitnie, bo miałam ochotę na coś lekkiego, więc padło głównie na „Dary anioła” Cassandry Clare. Powód jest śmieszny: jakiś czas temu oglądałam serial „Shadowhunters”, „zakochałam się” w Alecu (czy raczej Matthew Daddario), więc stwierdziłam, że w końcu przeczytam tę serię (w 2010 roku przeczytałam jedynie pierwsze trzy tomy). Taak… Sprawa przedstawia się więc w ten sposób:
- „Miasto kości”, „Miasto popiołów”, „Miasto szkła”, „Miasto upadłych aniołów”, „Miasto zagubionych dusz”  Cassandry Clare,
- „Akatsuki no Yona” (tomy 19-21),
- „Darker than black: Shikkoku no hana” (tomy 1-2).
      To by było na tyle. Bywajcie!