czwartek, 29 września 2016

Ostatnie spotkanie z Wallanderem - „Ręka” (Henning Mankell)


      Kiedy udało mi się wreszcie zdobyć „Rękę” Mankella w promocyjnej cenie (zapłaciłam o dziesięć złotych mniej), niemal natychmiast musiałam zabrać się za jej lekturę. Sama „Ręka” to nieco ponad stustronna opowieść, która chronologicznie dzieje się między „Nim nadejdzie mróz” a „Niespokojnym człowiekiem”. Nie jest to więc ostatnie śledztwo Wallandera, jak grzmią na okładkach.
      Fabuła „Ręki” skupia się wokół… ręki. A właściwie jej kości. Ale od początku.
      Każdy, kto zetknął się z Kurtem, wie, że ten marzy o wyprowadzce z mieszkania na Mariagatan w Ystad do domu na wsi. Któregoś dnia jeden z jego najlepszych kolegów i współpracowników, Martinsson, zawiadamia go, że ma na sprzedaż dom należący do kuzyna swojej żony. Wallander jedzie go obejrzeć. Już niemal się na niego zdecydował, gdy… w ogrodzie o coś się potyka. A tym czymś okazuje się kość. Ludzka. Jak szybko odkrywa, to ręka. Natychmiast zawiadamia kolegów, a sam postanawia, że nie zamieszka w domu, w którym być może popełniono niegdyś morderstwo bądź który mieści się na terenie dawnego cmentarza. Niebawem lekarz kryminalny potwierdza ponure przypuszczenia: osoba, która została pogrzebana w ogrodzie, powiesiła się lub została uduszona. Kurt rozpoczyna dochodzenie.
      Dalsze strony tomu składają się z kilku części podsumowujących cały cykl. Mamy esej Mankella, w którym ten opowiada o tym, jak wpadł na pomysł serii o komisarzu czy na samą postać Kurta. Mamy krótkie opisy poszczególnych tomów, spis postaci i miejsc występujących w cyklu, a także kilka ciekawostek na temat Kurta Wallandera. Zrobiło mi się przykro na wieść, że Mankell nie wykluczał napisania kolejnych książek z udziałem córki Kurta, Lindy (tak jak w „Nim nadejdzie mróz”), czego już jednak nie zrobi, bo niestety nie żyje.
      Jest mi okropnie przykro, że ukończyłam tę serię. Bardzo przywiązałam się do postaci, miejsc… Styl Mankella bardzo mi odpowiada. Nie dość, że sprawy i dochodzenia są ciekawe, to jeszcze bohaterowie są cudownie ludzcy. Żaden nie jest idealny, na czele z samym Wallanderem: stroniącym od sportu, nieco gburowatym, mającym cukrzycę i pecha w związkach facetem z brzuszkiem. Nurtuje mnie też kilka pytań, na które nigdy nie dostanę już odpowiedzi. Kilka niuansów nie zostało wyjaśnionych i czuję z tego powodu pewien niedosyt. Niemniej jednak na pewno będę miło wspominać tę serię. Jak tylko będę miała okazję, wezmę się za inne powieści Henninga Mankella.
      A tak z innej beczki: pozdrawiam z Japonii, w której nadal panują niesamowite upały (więc zdycham)!

6 komentarzy:

  1. Jejku, Aya, cały czas się zastanawiam, kiedy Ty bierzesz czas na to by wszystko przeczytać.
    Fajnie się czyta Twoje recenzje (?) książek, jednak te gatunki to raczej nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, gdybym naprawdę miała czas, to byłoby tego znacznie więcej!

      Usuń
  2. A więc wygląda na to, że po "Rękę" lepiej sięgnąć kiedy już zna się chociaż część książek z tej serii. Hmmm, może w końcu skuszę się na jakąś powieść Mankella. Ale to dopiero za jakiś czas, na razie pasowałoby przywyknąć do studiów i nowego miejsca. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam czytać całą serię po kolei. :)
      Powodzenia na studiach! :)

      Usuń
  3. Zazdroszczę ciepełka, ja tu zamarzam >.<
    Jeszcze nic tego autora nie czytałam, ale na pewno sięgnę po jego książki. Szkoda, że odszedł tak dobry pisarz :(
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, od paru dni ciuszki z długimi rękawami zaczynają się przydawać. xD
      Zdecydowanie polecam!
      Owszem. Za każdym razem, kiedy myślę o tym, że nic nowego już spod pióra Mankella nie wyjdzie, robi mi się smutno. :(

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.