sobota, 17 września 2016

O powstaniu Cmentarza Zapomnianych Książek - „Książę Parnasu” Carlosa Ruiza Zafóna


      Kiedy już muszę odpowiedzieć na pytanie „Kto jest twoim ulubionym autorem?”, odpowiadam, że Carlos Ruiz Zafón. Ogółem lubię przecież wielu pisarzy, a jakże, ale Zafón… Ach, to dopiero geniusz! Malarz słów. Znaczy tak: nie wiem, jak jego utwory brzmią w oryginale, ale polskie przekłady są przecudowne (brawa dla tłumacza/tłumaczy!). Siostra śmieje się ze mnie, gdy mówię, że w każdym napisanym przez niego zdaniu drzemie magia, ale ja naprawdę tak uważam.
      „Książę Parnasu” był, o ile dobrze pamiętam, dodatkiem do zakupu którejś z innych książek Zafóna. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, jakoś go nie zdobyłam. Ostatnio szperałam jednak w bibliotece i znalazłam to cudeńko. Pochłonęłam szybciutko, bo to raptem sześćdziesiąt stron.
      Bez sensu to porównywać do dłuższych dzieł Zafóna. Wiadomo, że „Cień wiatru” zawsze wygra z „Księciem Parnasu”. Ale hej, to nie znaczy, że nie warto go przeczytać! Wręcz przeciwnie: każdy wielbiciel Cmentarza Zapomnianych Książek chciałby przecież wiedzieć, jak on powstał, prawda? I to właśnie - między innymi - mamy w „Księciu Parnasu”. Akcja dzieje się w Barcelonie i we Włoszech w XVI i XVII wieku. Poznajemy drukarza Antoniego de Sempere (Daniel Sempere z „Cienia wiatru” jest z pewnością jego dalekim potomkiem) oraz, uwaga, Miguela de Cervantesa czy choćby Sancho Fermina de la Torre (co nasuwa skojarzenie nie tylko z Sancho Pansą, ale i z Ferminem Romero de Torres z „Cienia wiatru”. Przypadek? Nie sądzę). Poznajemy historię pięknej Franceski i kłopotów Cervantesa związanych z napisaniem dzieła, które będzie tak znamienite, że będą je chwalić całe pokolenia (jak wiemy, to mu się w końcu udało).
      Polecam, bo skojarzenia gonią skojarzenia, a język jak zwykle jest przepiękny. :)

5 komentarzy:

  1. Coś ja Zafona czytałam, ale nie jestem pewna co... I było to już jakiś czas temu... Hm... Chyba "Księcia Mgły". I nie zachwyciło mnie zakończenie, choć książka ogólnie była dobra. I trzymała w napięciu.
    O tak, zgodzę się, że Zafon umie "malować słowem", a to rzadki talent!
    Cóż, może na coś się skuszę, gdy znajdę chwilę wolnego czasu??? :D Mój odwieczny problem - doba jest za krótka! :D
    Dzięki za odwiedziny i komentarz! Nmzc ;)
    Pozdro!
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie przeczytaj resztę jego książek! Szczególnie "Cień wiatru". :)

      Usuń
  2. Ja do tej pory czytałam tylko jedną książkę Zafona, ale mam w planach resztę, więc na pewno i na ten tytuł się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz nadrobić resztę! :)

      Usuń
  3. Przyznam, że od Zafona czytałam tylko "Cień wiatru", ale bardzo mi się podobał i z pewnością sięgnę po resztę. Koniecznie muszę upolować "Księcia Parnasu" ;)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.