piątek, 22 lipca 2016

Pozostawieni samym sobie - „Nikt nie chciał słuchać” (Isobel i Alex Kerr)


      Zacznijmy od tego, że to prawdziwa historia. Isobel i Alex - rodzeństwo - piszą o tym, co ich spotkało.
    A spotkało ich wiele nieszczęść. Mieszkali z ojcem, którego się bali i który ich nienawidził, oraz z matką, zapracowującą się niemal na śmierć. Ojciec nie robił nic pożytecznego, większość czasu spędzał w swoim pokoju. Gdy z niego wychodził, wszyscy schodzili mu z drogi, by przypadkiem mu nie podpaść. Od czasu do czasu urządzał awantury, zaś wyraz nienawiści niemal nigdy nie schodził z jego twarzy.
      Któregoś dnia po powrocie ze szkoły Alex ujrzał przed domem policyjny samochód. Nie pozwolono mu wejść do mieszkania, ale też niczego nie wytłumaczono. Niebawem dołączyła do niego starsza o 2-3 lata siostra, Isobel. Dopiero po jakimś czasie usłyszeli to, czego się obawiali: ich ojciec zamordował im matkę. Od tego czasu tułali się po rodzinach zastępczych czy domach dziecka, lecz nigdzie nie mogli znaleźć tego, czego poszukiwali. Miłości, zrozumienia… Ale żeby nie było: uważam, że nie wszystko było winą dorosłych. Niektórzy naprawdę się starali, ale po prostu nie byli w stanie dotrzeć do tego dwojga nastolatków. Oni żyli we własnym świecie i ufali tylko sobie nawzajem. Momentami niektóre oceny Isobel czy Alexa dotyczące dorosłych wydawały mi się mimo wszystko nieco krzywdzące, choć oczywiście zdecydowanie miały one podstawy. Niemniej ostatecznie okazuje się, że system opieki nad sierotami czy innymi potrzebującymi pomocy dziećmi pozostawia w Wielkiej Brytanii wiele do życzenia. Obecnie Isobel Kerr sama pracuje z podobnymi jej dzieciakami i stara się to zmienić. I ona, i Alex udzielają się również jako wolontariusze - i w swojej ojczyźnie, i poza nią. Mam nadzieję, że uda im się zdziałać wiele dobrego!


     Przy okazji odpowiem wreszcie na pytania Sunny Snowflake, bo jakoś wcześniej mi się zapomniało. Wiecie: sesja, licencjat, obrona, potem średni dostęp do internetu… ^^’
1. Jak zaczęła się twoja przygoda z czytaniem?
Szczerze? Nie pamiętam. Czytam od zawsze, ot, tyle. Nie pamiętam czasów sprzed nauczenia się czytać. :D
2. Czy jest książka, na której płakałeś/łaś?
Niejedna! Pierwszy lepszy przykład: „Zanim się pojawiłeś”.
3. Ebook czy książka papierowa? Dlaczego?
Oczywiście, że papierowa! Raz, bo tradycyjna. Dwa, bo mogę ją wąchać i głaskać. Trzy, by oczy mniej mi się męczą. To tak w skrócie.
4. Jak najczęściej wybierasz książki?
Ciężko stwierdzić. Czasem zaintryguje mnie tytuł bądź okładka, często sięgam po lekturę, biorąc pod uwagę autora, innym razem wybieram coś, co zostało mi polecone…
5. Twoja ulubiona ekranizacja książki.
Jest kilka ekranizacji, które lubię. Pierwsze, które przychodzą mi na myśl to „Harry Potter” (co prawda sporo pominięto i zmieniono, ale ogółem filmy dobrze zrealizowane), „Gra o Tron” (pełno pominięć i mniej lub bardziej irytujących zmian, ale, o losie, serial cudowny), „Władca Pierścieni” (no chyba nie muszę nic mówić!), „Igrzyska śmierci” (nie wiem, co w sobie mają, ale mnie ujęły) czy ostatnio „Zanim się pojawiłeś” (o ile dobrze pamiętam książkę, dość wiernie odwzorowano w filmie pierwowzór)…
6. Książki najczęściej kupujesz, wypożyczasz w bibliotece czy pożyczasz od przyjaciół?
Mimo wszystko najczęściej chyba kupuję. Choć są okresy, w których jestem bardzo częstym gościem w bibliotece.
7. Czy dbasz o swoje książki?
Jak o dzieci! Szlag mnie trafia, gdy ktoś obchodzi się z nimi nie tak, jak powinien. ;_;
8. Czy zamierzasz zabrać książki na wyjazdy wakacyjne? Jeśli tak, to jakie?
Ależ oczywiście! Już byłam i kilka przeczytałam. Jutro znów wyjeżdżam i zabieram ze sobą Jo Nesbo oraz Harlana Cobena. :)
9. Skąd wziął się pomysł na bloga? Co było inspiracją?
A tak jakoś nagle mnie naszło. :3
10. Gdybyś miał/a napisać książkę, jaki byłby to gatunek?
Hihi. Albo fantasy, albo dramat, albo może jakaś obyczajówka lub przygotówka czy coś, ale z podkreśleniem strony psychologicznej. A najprawdopodobniej wszystko naraz.

sobota, 16 lipca 2016

Ostatnie śledztwo Wallandera - „Niespokojny człowiek” Henninga Mankella


      Zacznę od tego, że popełniłam błąd, bo wzięłam się za „Niespokojnego człowieka”, zapominając, że najpierw powinnam przeczytać „Nim nadejdzie mróz”. Okazuje się bowiem, że od czasu akcji „Zapory” minęło już ładnych parę lat. Kurtowi stuka sześćdziesiątka, a w międzyczasie spełnia niektóre ze swoich marzeń: kupuje sobie domek na wsi i sprawia sobie psa, Jussiego.
      Co więcej, pewnego dnia dowiaduje się, że zostanie dziadkiem. Niebawem rodzi się Klara, wielka radość i dla Lindy, i dla Kurta. Ojcem Klary jest Hans von Enke, Linda co prawda póki co nie bierze z nim ślubu, ale tych dwoje rozpoczyna wspólne życie. Kurt ma okazję poznać sympatycznych rodziców Hansa - Håkana i Louise.
      Podczas przyjęcia z okazji siedemdziesiątych piątych urodzin Håkana ten niespodziewanie zwierza się Wallanderowi z podejrzanych, polityczno-wojskowych spraw, które wydarzyły się w latach 80. Kurt zauważa, że Håkan jest niespokojny, jak gdyby bał się, że jest śledzony.
      Niebawem znika.
      Powieść skupia się na tym właśnie zniknięciu i nie tylko, ale nie o tym chcę opowiedzieć. Otóż zmiany bardzo mnie dotknęły. Po pierwsze: współpracownicy Wallandera. Ze znajomych zostali tylko Nyberg i Martinsson. Co się stało z Hanssonem i z Ann-Britt? Mam nadzieję, że jest to wyjaśnione, choćby pokrótce, w „Nim nadejdzie mróz”, bo ta luka naprawdę mnie dobija. Tak to jest, gdy czyta się coś nie po kolei.
      Po drugie, stan Kurta. Do licha, gość się starzeje, a z jego zdrowiem jest coraz gorzej. Miewa niepokojące zaniki pamięci, cukrzyca się pogłębia… Co do charakteru i sposobu bycia, coraz bardziej upodabnia się do swojego ojca, co jednak specjalnie mnie nie dziwi. Niemniej… Uch, końcówka książki bardzo, ale to bardzo mnie zasmuciła.
      Po trzecie, informacje na temat ludzi z otoczenia Kurta. Mona, Baiba, Sten… Wszystko takie przykre, ale jednocześnie tak prawdziwe, tak rzeczywiste i nieprzerysowane… To też mnie zasmuciło.
      Nie ma tu optymizmu i kolorów, są szara codzienność i nieuniknione wydarzenia. Problemy mniej lub bardziej znane tej czy innej osobie „z naszego podwórka”.
      Smutam.

wtorek, 12 lipca 2016

Ulubione kreskówki: 03. „Aparatka”


      Życie trzynastoletniej Sharon Spitz zmienia się, gdy okazuje się, iż przez kilka lat będzie musiała nosić aparat ortodontyczny. Załamana próbuje przywyknąć do nowej sytuacji, co zresztą po jakimś czasie jej się udaje. O dziwo, aparat nie przeszkadza jej nawet w kontaktach z chłopcem, w którym się zakochała, Aldenem Jonesem. Z kolei jej przyjaciele, Maria i Connor, zawsze są po jej stronie i pomagają jej przezwyciężyć wszelkie trudności. Nieraz może też liczyć na rodziców - co prawda rozwiedzionych, ale zawsze, a także braci - Adama i Josha. Jednak jej przyjaciółka z dzieciństwa, a obecnie wróg numer jeden, Nina, nadaje jej przezwisko Aparatka.
      Sharon, jej rodzina i przyjaciele zmagają się z problemami doskonale znanymi ze świata nastolatków i nie tylko. Przechodzimy z Sharon przez jej pierwszą randkę, pierwszy pocałunek, pierwszą miesiączkę, pierwszą pracę dorywczą, przez przejście do szkoły średniej (wiekowo wychodzi to jednak na nasze przejście z szóstej klasy do gimnazjum), przez tematy takie jak rasizm, bunt młodzieńczy, zazdrość, kłamstwo, nieporozumienia…
      Ubóstwiałam tę kreskówkę jako dzieciak, potem jako nastolatka. Teraz, jako dorosła, postanowiłam ją sobie odświeżyć i wiecie co? Nie żałuję! Co prawda okazuje się, że połowę odcinków nadal znam niemal na pamięć, ale miło było powrócić wspomnieniami do Sharon i spółki. To serial, który spokojnie można puścić dzieciom czy młodzieży, mając nadzieję, że wyłapią wszelkie morały, które z niego płyną (a jest ich naprawdę wiele!). Większość zdarzeń jest jak najbardziej realistyczna (jedynie wpływ aparatu Sharon na niektóre urządzenia - co zawsze niesie za sobą konsekwencje - jest niemożliwy) i może przydarzyć się każdemu nastolatkowi. Powiem tak: jeśli kiedyś będę miała dziecko, chciałabym, by to obejrzało! Grafika nie powala (cóż, to nie anime), ale humor, przekaz i ogólny klimat jak najbardziej na plus.

Sharon uwielbia zwierzęta. Ma 3 koty i 2 psy.

Nina, Alden i Sharon.

Maria, Sharon i Connor.

środa, 6 lipca 2016

Czerwcowe podsumowanko

      Myślałam, że z powodu sesji czerwcowy wynik będzie żałosny, ale, o dziwo, nie jest tak źle! Przeczytałam siedem mang - tomy 9-12 „Death Note” (かがみっち、ありがとうね!) i osiem-dziesięć „Pandora Hearts” (Suzu, dziękuję za pożyczenie!) - oraz pięć książek. Są to: „Dziwna historia o upiorach z latarnią w kształcie piwonii” Enchō, „Niespokojny człowiek” Mankella (recenzja niebawem), „Historia literatury japońskiej” Melanowicza (nie że całość była przeczytana w tym miesiącu, czytałam ją na bieżąco na II i III roku, wraz z postępem materiału na zajęciach z literatury), „Nikt nie chciał słuchać” Isobel i Alexa Kerr (recenzja niebawem) oraz „Dotyk ciemności” Roberts (tu powtórka z rozrywki - bo czytam teraz drugą część trylogii).
      Jeśli chodzi o zbiory, przedstawiają się one następująco:
- „Nawałnica mieczy: Stal i śnieg” Martina - upolowane w bibliotece osiedlowej za bodajże 10 zł; stan średni, ale zawsze miło mieć choć jedną część Pieśni Lodu i Ognia,
- „S@motność w sieci” Wiśniewskiego - też z biblioteki, dałam za tę książkę kilka złotych,
- „Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu” Flanagana - jw.,


- czwarty tom „Noragami”,
- drugi tom „QQ Sweeper” 2,
- ósmy tom „Tokyo Ghoul”,
- light novel „ Tokyo Ghoul: Codzienność”.



      Żadnej z tych pozycji jeszcze nie tknęłam. No, jeśli chodzi o Pieśń Lodu i Ognia, to mam przeczytaną całość i czekam na „Wichry zimy”, nie zamierzam chwilowo powtarzać „Nawałnicy mieczy” (ani innych tomów, których nie mam).
      A jak wyglądał Wasz czerwiec?