niedziela, 12 czerwca 2016

Ulubione kreskówki: 02. „Avatar: Legenda Korry”


      Po odświeżeniu sobie Aanga zabrałam się za Korrę. Akcja dzieje się siedemdziesiąt lat po zakończeniu wojny z „Legendy Aanga” i… no cóż, wiele się zmieniło. Aang i Zuko stworzyli Miasto Republiki, do którego w pierwszym odcinku wyrusza Korra, Avatar z Południowego Plemienia Wody. Umie już tkać wodę, ziemię i ogień, a teraz udaje się do Tenzina, najmłodszego syna Aanga i Katary, aby opanować powietrze. Jednakże w Mieście Republiki źle się dzieje, coraz bardziej panoszą się w nim Równościowcy - przeciwnicy mocy. Ich przywódca, Amon, potrafi odbierać ludziom zdolność tkania żywiołów. To pierwszy poważny problem, z jakim będzie musiała zmierzyć się Korra.
      O ile w Aangu wszystkie trzy księgi skupiały się na dążeniu do pokonania złego Władcy Ognia Ozaia, o tyle w Korrze każda z czterech ksiąg odpowiada innemu problemowi. Szczerze mówiąc, najmniej podobała mi się ostatnia - i zakończenie również. Było jakieś niedokończone, pozostawia niedosyt. Niemniej całość wypada całkiem dobrze. Dubbing porządny, bohaterowie do polubienia (niekoniecznie od razu, bo ciężko przestawić się ze starych postaci na nowe), ale… No właśnie: ALE. Największym jak dla mnie minusem było mocne unowocześnienie świata. Samochody, radio, motory, nowocześniejsze stroje… Trochę stracił na tym klimat, choć to głównie rzecz Miasta Republiki, w innych zakątkach świata aż tak wiele się nie zmieniło. Mimo wszystko jednak miło się oglądało i mogę dodać Korrę do grona ulubionych kreskówek.
      A co z postaciami? Po pierwsze, są starsze i dojrzalsze (w większości) od tych z „Legendy Aanga”. W drużynie Avatara nie ma dzieci takich jak sam Aang oraz Toph z wyjściowej serii, tym razem mamy nastolatków/młodzieńców: Korrę, Mako (mag ognia), Bolina (młodszy brat Mako, mag ziemi) oraz Asami (bez mocy). Często pomagają im dzieci i wnuki Aanga i Katary, a także siostry i wnuki Toph. Brakuje mi jakichkolwiek wieści o ewentualnych potomkach Sokki i Suki. Co do Zuko, ledwie poznajemy jego córkę i wnuka.
      Na plus zdecydowanie są odwołania do przeszłości (ale też nie wszystko zostało wyjaśnione, co bardzo mnie smuci) oraz pojawienie się paru postaci z „Legendy Aanga” - co prawda jako staruszków, ale zawsze. ;) Dobrze było też poznać historię pierwszego Avatara. A dzieci Tenzina wymiatają system!
      Reasumując, idealnie nie jest, ale mimo tego polecam. Miło się ogląda i zdecydowanie nie żałuję czasu, który poświęciłam Korrze i jej przyjaciołom.

Kilkuletnia Korra.

Głupie miny w wykonaniu drużyny Avatara. 
Od lewej: Mako, Bolin, Korra, Asami.

Posąg Aanga w Mieście Republiki.

Posąg Zuko w Mieście Republiki.

Posąg Sokki w Mieście Republiki. Oczywiście z nieodłącznym 
bumerangiem.

I Toph. Biedna Katara nie ma pomnika. ;_;

"Maskotki" sezonu. W Aangu byli latający bizon Appa i latający lemur Momo, 
a w Korrze mamy niedźwiedziopsa polarnego Nagę oraz ognistą fretkę Pabu.

11 komentarzy:

  1. Świetnie o tym napisałaś. Dodałaś fotki, które całkiem fajnie się ogląda. Jednak coś czuję, że nie znajdę czasu na tę kreskówkę. Nie moje klimaty, ale przecież każdy z nas woli coś innego :)
    Miłego dnia! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :)
      Pewnie: co kto lubi. ;)

      Usuń
  2. Hmm, jakoś dałam sobie spokój po kilku odcinkach, ale chyba jednak dam Korrze drugą szansę. Też nie za bardzo odpowiadało mi to unowocześnienie świata, ale może przywyknę, zwłaszcza że mimo wszystko jestem ciekawa, jak rozwinie się ta historia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, warto obejrzeć choćby z ciekawości. ;) Do zmian po jakimś czasie można się względnie przyzwyczaić.

      Usuń
  3. Sokka ma pomnik, no!, należy mu się XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. <3 Stał się niezłą szychą. :3

      Usuń
  4. Nie oglądam kreskówek. I zazdroszczę, tym którzy to robią :D
    No, ale ja w innej sprawie: otóż napisałam rozdział na Czarownicę. Zapraszam ;)
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  5. Obejrzałam chyba jakoś do połowy. Potem nie miałam czasu, a i jakoś średnio mi to podchodziło. Legenda Aanga była zdecydowanie lepsza! I bardziej wciągająca!

    Pozdrawiam - Andzik

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za oba komentarze :*

    Cóż, taka książka jest mi potrzebna, ale to z powodu badań do magisterki, które prowadzą mnie w dziwne, nie historyczne rejony... Ostatecznie może się okazać, że nie jest mi potrzebna...
    Ah, sesja nas wszystkich zabija ^^" Mam tak samo! Niby to wszystko jest ciekawe, ale... nic się nie zapamiętuje ;( Albo niewiele ;/ Hm... Mnie jeszcze dobija ten upał i duchota. Deszczu! Błagam deszczu!
    Hm... Co do opo-nie wiem xD Nie napisałam jeszcze kontynuacji ^^" I widzę, że wszyscy chcą historię tego dzieciaka-wilkołaka! Hm... No i jak tu nie zawieść oczekiwań? ;)
    Aj, dziękuję ^^ Powodzenia na Twojej sesji i egzaminach :D
    Pozdro,
    K.L.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nie skończyłam, szczerze nie jestem nawet w połowie XD. Jakoś cały czas nie mogę przekonać się do bohaterów, Aang i reszta byli najlepsi ! :C Może w wakacje coś ruszę dalej XD.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że ekipa Aanga najlepsza, ale Korrę też warto poznać. :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.