piątek, 13 maja 2016

Ulubione kreskówki: 01. "Avatar: Legenda Aanga"


„Woda. Ziemia. Ogień. Powietrze. W dawnych czasach cztery narody żyły ze sobą w pokoju. Jednak kiedy Naród Ognia zaatakował, wszystko się zmieniło. Tylko Avatar, mistrz czterech żywiołów, mógł go powstrzymać. Lecz właśnie wtedy, kiedy był najbardziej potrzebny, Avatar zniknął. Minęło sto lat, zanim wraz z bratem znaleźliśmy nowego Avatara, maga powietrza o imieniu Aang. Jednak mimo wielkiego talentu, Aang musi się jeszcze wiele nauczyć. Ale ja wierzę, że Aang uratuje świat.”

      Ferie zimowe, trzecia klasa gimnazjum, czyli przeszło siedem lat temu. Nudziłam się, siostra wyjechała na obóz narciarski. Szukałam w Internecie czegoś do obejrzenia. Odkryłam stronę z kreskówkami (serio, wcześniej nie wiedziałam, że Internet to skarbnica dosłownie wszystkiego), padło na wdzięczny tytuł Avatar. Bo na A, więc był gdzieś na początku listy. I tak nie kojarzyłam żadnego tytułu, więc co mi tam, włączyłam.
      I przepadłam. Obejrzałam trzy odcinki, po czym stwierdziłam: czekam na siostrę. Wróciła, obejrzała te trzy odcinki, po czym razem utonęłyśmy w świecie Avatara. O ile pamiętam, część oglądałyśmy po angielsku, bo jeszcze nie było polskiej wersji, która, nawiasem mówiąc, jest całkiem niezła.
      Świat kreowany jest na coś pomiędzy Chinami a Japonią. Znaki, nazwy, imiona, klimat. Atmosfera jest więc świetna. Świat dzieli się na cztery narody: Plemiona Wody (Północne i Południowe), Królestwo Ziemi, Naród Ognia i Nomady Powietrza. Na samym początku poznajemy rodzeństwo z Południowego Plemienia Wody - Sokkę i jego młodszą siostrę, Katarę, która jest ostatnim w swoim plemieniu magiem wody. Podczas połowu przypadkiem odkrywają chłopca uwięzionego (wraz z ogromnym latającym bizonem, Appą) w górze lodowej. Szybko okazuje się, że to Avatar Aang, który zniknął sto lat temu, tuż przed wybuchem wojny, którą rozpętał Naród Ognia. Avatar to jedyna osoba, która może przywrócić światu równowagę, jednak aby to zrobić, musi nauczyć się władać wszystkimi czterema żywiołami. Aang jest ostatnim magiem powietrza, więc przed nim nauka jeszcze trzech żywiołów, a poza tym mnóstwo innych przygód oraz uciekanie przed księciem Zuko, który, aby odzyskać honor, musi go pojmać.
      Dalej się nie rozpisuję, bo miało być krótko, zwięźle i na temat, a już przestaje takie być. O Avatarze mogłabym mówić godzinami, śmiejcie się, jeśli chcecie, ale oglądałam to kilka razy, w tym dopiero co. Powtórzyłam sobie „Legendę Aanga”, by obejrzeć wreszcie „Legendę Korry”. To nic, że mam dwadzieścia trzy lata. Lubię bajki i się tego nie wstydzę! A ta jest naprawdę i wciągająca, i wzruszająca, i zabawna, i daje do myślenia. Polecam, naprawdę! Jest jeszcze film nakręcony na podstawie pierwszej księgi serialu, ale niezbyt mi się podobał. Kreskówka rządzi.
      A po co był cały ten wstęp? Ano po to, by Wam wyznać, że to właśnie Avatar pchnął mnie ku anime. Po obejrzeniu go gdzieś przeczytałam, że nazywa się tę bajkę „amerykańskim anime”. Zaciekawiona, poszukałam informacji o japońskich kreskówkach i… no, wpadłam. Nie wiem, czy wyszło mi to na dobre, czy nie (japonistyka taka straszna), ale przynajmniej zyskałam dodatkowe hobby, które dołączyło do czytania i pisania. ;)

Od góry i lewej: latający bizon Appa, Sokka, Katara, Aang
 i latający lemur Momo, czyli Drużyna Avatara!


Aang i jego poprzednie wcielenia z Avatarem Roko na czele.

Generał Iroh (uwielbiam gościa i jego miłość do herbaty - czuję 
z nim duchową więź!) i jego bratanek, książę Zuko.

18 komentarzy:

  1. Ja chyba kiedyś 100 lat temu oglądałam, a przynajmniej parę odcinków, chociaż mnie do Anime przekonał Naruto (och, jak oryginalnie) i też odkryłam w gimnazjum stronę z kreskówkami :D
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, to mamy coś wspólnego. :D
      Buziaki! :*

      Usuń
  2. Też uwielbiam Aanga. :D
    Oglądałam go razem z bratem (czasami nawet z tatą) i z chęcią bym jeszcze do tej kreskówki powróciła. Korrę planowałam oglądać, ale w międzyczasie jakoś zabrakło mi motywacji. W dodatku, jeśli chodzi o charakter, zdecydowanie bardziej odpowiadał mi Aang. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, jak miło mi to słyszeć. :D
      Powróć, warto! Teraz właśnie oglądam Korrę i jakoś od 9. odcinka się wciągnęłam. Bardzo mi się podoba to, że często nawiązuje się tam do przeszłości. :) Starzy bohaterowie, historia pierwszego Avatara... Mimo pewnych minusów warto obejrzeć. :)

      Usuń
  3. Omg, uwielbiałam tę bajkę! Obejrzałam calusieńką Legendę Aanga i pół Legendy Korry (moja szkoła taka straszna)! Akurat trafiłam na maraton na jakimś kanale z kreskówkami i jak wpadłam, to na amen! Nie potrafiłam się oderwać (i jeszcze ten biedny Zuko trzymający mnie przy ekranie)! Teraz wprawdzie oglądam znacznie mniej czegokolwiek, a i od tego klimatu dawno już odeszłam. Moje życie takie nieoptymistyczne...

    Pozdrawiam - Andzik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojojki! Jednak naprawdę jesteśmy rodziną! :D Też kochasz Zuko? <3
      Wlej trochę optymizmu w to swoje życie, obejrzyj Avatara!

      Usuń
    2. Miałaś kiedyś wątpliwości? xD Tak! Matko, uwielbiałam go! <3
      To nie wyjdzie. Nie ma optymizmu. Jest tylko ból, cierpienie, krew i łzy.

      Usuń
  4. Och Iroh był super! Pamiętam jak oglądałam Avatara. Leciał na Nickelodeon i spędzałam wszystkie wakacyjne wieczory przed telewizorem! Najlepsze jest to, że nigdy nie obejrzałam ostatniego odcinka! Musze znowu obejrzeć całość i potem sięgnąć po "Legendę Korry". Aww, ten post sprawił, że wróciły wspomnienia. I wstęp, który w mojej głowie od razu był wypowiadany przez Katarę ^^ Uwielbiam <3
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, ile bratnich, avatarowych dusz! <3
      Och, koniecznie obejrzyj!
      Hehe, ja też słyszę Katarę, gdy myślę o tym wstępie. ^.^
      Pozdrawiam i dzięki za odwiedziny!

      Usuń
  5. Awatara dawno temu oglądałam i to nawet dosyć często. Pamiętam, że lubiłam tą kreskówke :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~Nataliaaa
    happy1forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, nie wiedziałam, że jest aż tak popularny! ^^

      Usuń
  6. Ja osobiście nie przepadam za anime, a może nie tak, że nie przepadam, tylko, że jeśli mam wolny czas to jednak wybieram książkę :)
    Pozdrawiam serdecznie- strefawyobrazni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat nie anime, ale jeśli chodzi o wybór, wiadomo, że lepsza jest książka. :D

      Usuń
  7. A ja chyba jestem jedną z nielicznych, ale w ogóle o Awatarze nie słyszałam, nie oglądałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To straszne! Trzeba to zmienić. ;D

      Usuń
  8. Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej Awatar!!! Kocham! Kocham! Kocham! Będę ci wdzięczna że mnie namówiłaś! Zuko moja nowa miłość <3 Soka moja druga nowa miłość <3 Zdecydowanie Aang jest lepszy od Kory :/ I KURNA CO SIĘ STAŁO Z MATKĄ ZUKO!!! Jaaaaa ten wątek był cuuuuuuuuuuuuuuuuuudny <3 Szkoda że nie zrobili serii z dorosłym Aangiem a dopiero później z Korą :/ Choć teraz Kora jest spoko <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, mnie po prostu trzeba słuchać. Naucz się wreszcie. Kiedy coś polecam, to znaczy, że warto się z tym zapoznać. :3

      Usuń
    2. Hihihihi yo wiem wiem xD Nie nooo kocham kocham <3 Tylko mówię bez sensu że nie wyjaśnili wielu kwestii :/ Liiiiiipaaaaaa i według mnie na siłę zrobili ostatnią księgę... Znaczy jakoś taaaak mi się wydaje... No ale Kora tak od trzeciej księgi mniej więcej była spoko a taaaaa na wózku była taaaaaaaaaaaaaaka biedna Q.Q I najlepsza wciąż jest Toph normalnie kocham kobitę :D
      Buuuuuuuuuuuuuuuu chce wiedzieć co stało się w rodzinie Zuko T^T

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.