sobota, 30 stycznia 2016

Styczniowe nabytki

      Styczeń był dość biedny. Niewiele wpadło mi w łapcie, a że czasu miałam ekstremalnie mało (egzaminy, stosy wypracowań, tłumaczenia i tak dalej), prawie nie czytałam. To takie przykre. :(
      To znów zacznę od mang - zakupiłam i przeczytałam dwie: drugi tomik „Noragami” oraz „Powóz lorda Bradleya”.



      Przeczytałam tylko dwie książki - „Kiedy byliśmy sierotami” Kazuo Ishiguro oraz „Hrabia Zinzendorf - Pierwsze owoce” Janet i Jeff Benge.
      Do mojej biblioteczki dołączyły:
- „Lata mroku” Sawako Ariyoshi - kupiłam, bo wolę własny niż bibliotekowy egzemplarz książki, o której piszę licencjat;


- „Anioł burz” Trudi Canavan - kupiony w Biedronce bodajże za 28 złotych.


      I to chyba tylko tyle… Ale cóż, nie zawsze może być na bogato. Zresztą i tak nie mam czasu na czytanie, choć serducho przez to boli.
      Pozdrawiam!

piątek, 15 stycznia 2016

„Kiedy byliśmy sierotami” Kazuo Ishiguro


      Momentami jestem wdzięczna za to, że kazano nam przeczytać piętnaście książek na współczesną literaturę japońską. Została nam wysłana całkiem pokaźna lista, z której mamy wybrać wyżej wymienioną liczbę powieści/zbiorów/sztuk/opracowań. Mimo iż przeczytałam ponad dwadzieścia książek z listy, niewiele z nich pamiętam, a nie wystarczy powiedzieć, że coś ma się za sobą, trzeba jeszcze to zdać, więc zaczynam „od początku” i robię jakieś tam notatki, bo taka sklerotyczka jak ja inaczej tej literatury nie zda.
      Jednym z pisarzy „odkrytych” dzięki owej liście jest Kazuo Ishiguro. Niby Japończyk, ale wyprowadził się z rodziną do Wielkiej Brytanii już w wieku pięciu lat, należy więc do znanych pisarzy brytyjskich. Ma na koncie kilka nagród i nominacji, czemu się nie dziwię, bo choć poznałam póki co tylko dwie jego książki, obiema się zachwyciłam. Najpierw przeczytałam „Pejzaż w kolorze sepii”, dzisiaj zaś dokończyłam „Kiedy byliśmy sierotami”.
      Narratorem powieści jest Christopher Banks, świetny detektyw. Mieszka w Londynie, lecz dzieciństwo spędził z rodzicami w Szanghaju. Dni upływały mu wówczas głównie na nauce i zabawie z przyjacielem z sąsiedniego domu - Japończykiem Akirą. Któregoś jednak dnia w tajemniczych okolicznościach znika ojciec Christophera, zaś kilka miesięcy później - również jego matka. Christopher zostaje więc wysłany do Anglii, gdzie dorasta i powoli staje się słynnym detektywem. Jego największym pragnieniem jest odnalezienie rodziców. Szukając ich, zagłębia się zarówno w sprawy związane z napiętą sytuacją w Chinach, jak i w podróż do własnych wspomnień, które mogą pomóc mu zrozumieć coś, na co jako dziecko nie zwrócił większej uwagi.
      Początkowe rozdziały to przede wszystkim poznawanie bohaterów, ale czym dalej, tym bardziej się wciągałam i w końcu doszło do tego, że na zajęciach miałam ochotę wszystko rzucić i dokończyć tę powieść. Coś, co wydaje się jasne na pierwszy rzut oka, potem okazuje się zupełnie inne. Postaci również momentami zaskakują, całość jest owiana mgiełką tajemnicy. Rzecz dzieje się niemal w całości przed II wojną światową, czuć więc napięcie spowodowane cieniem zbliżającej się wojny. Czytelnik poznaje Londyn lat 30. XX wieku oraz egzotyczny Szanghaj, zarówno ten z dzieciństwa Christophera, jak i ten z 1937 roku, kiedy to Japończycy zaatakowali Chiny (wojna chińsko-japońska).
      Zdecydowanie polecam, a sama mam nadzieję, że zdobędę jeszcze jakąś książkę Ishiguro. Póki co wracam do „Groteski” Natsuo Kirino - dostałam się wreszcie do biblioteki japonistycznej i wypożyczyłam wersję papierową, bo czytanie e-booków mnie męczy, więc dobrnęłam tylko do połowy tej powieści. Bywajcie!

sobota, 9 stycznia 2016

Grudniowe nabytki

      Grudzień był dość zakręcony, więc ciężko mi ogarnąć, co przybyło, co przeczytałam… Na pewno było tego niewiele (co może wydawać się dziwne, skoro grudzień = Święta). Spróbuję jednak zrobić małe podsumowanko (trochę opóźnione, ale cóż poradzić, skoro czasu na nic nie mam?), ale nie zdziwię się, jeśli o czymś zapomnę.
      Może zacznę od mang - przeczytałam tylko piąty tom „Death Note’a”, a zakupiłam jedynie piąty tomik „Tokyo Ghoula”, do którego ledwie póki co zajrzałam. No, siostra dostała pod choinkę dwunasty tom „Ścieżek młodości”, powiedzmy, że to też można zaliczyć.
      Przeczytałam cztery książki i tak naprawdę żadna nie zasługuje na miano szczególnie długiej, więc, jak widać, było bardzo biednie. Niby chorowałam i przed Świętami siedziałam w domu, ale czułam się na tyle byle jak, że nie miałam siły czytać, głównie po prostu leżałam bezczynnie w łóżku, próbując dojść do siebie. A potem wiadomo: przygotowania świąteczne, Święta, Sylwester. I zeszło. Książki, które udało się przeczytać to: „Onnazaka. Droga kobiety” Fumiko Enchi, „Spotkanie ze wstydem” Anny Dodziuk, „Mężczyzni bez kobiet” Harukiego Murakami i „Pejzaż w kolorze sepii” Kazuo Ishiguro. Zaczęłam też czytać „Kiedy byliśmy sierotami” Ishiguro, ale mam za sobą dopiero jakąś jedną trzecią powieści.
      Do mojej biblioteczki dołączyły natomiast:
- „Serce ze szkła” Kathrin Lange - wygrane w blogowym konkursie;

Zapozowała mi moja "piesa" - Pina. :)



- „Dziewczyna z pociągu” Paula Hawkins - namówiłam na kupno mamę, a z dobrą ceną wyszła nam naprzeciw Biedronka; mama już przeczytała, ja zrobię to pewnie dopiero w wakacje…;
- „Trzeci klucz”, „Wybawiciel”, „Pancerne serce” i „Upiory” Jo Nesbø - ach, te cudowne promocje w Matrasie; postanowiłyśmy skolekcjonować sobie z mamą cykl z Harrym Hole, dokupiłyśmy brakujące części i każda dostała pod choinkę po dwa tomiki z wyżej wymienionych;
- „Tajemnica grobowca” Steve Berry - dostałam od przyjaciółki na Święta, dziękuję. :*



      To chyba tyle, a przynajmniej póki co nie przypominam sobie nic więcej. Jak na grudzień było więc dość skromnie, ale to nie znaczy, że źle. ;)
      Pozdrawiam Was cieplutko (wreszcie mamy zimę, wow)!