sobota, 26 września 2015

Gaijin w Japonii, czyli „Bezsenność w Tokio”


      Marcin Bruczkowski wyjechał do Japonii na rok... ale został na dziesięć lat (po czym uciekł do Singapuru, nie pytajcie dlaczego, przeczytajcie). Co więcej, postanowił opisać niektóre swoje przygody - a takich było wiele!
      Książkę tę dostałam jeszcze przed rozpoczęciem studiów, ale z powodu braku czasu na czytanie wyszło jak wyszło i skończyłam ją dopiero dziś. Patrząc na tytuł, który znałam już od dawien dawna, wyobrażałam sobie dość ponury obraz szarej, tokijskiej codzienności. Otrzymałam jednak historię niesamowicie zabawną (a przy tym jak prawdziwą!) i wciągającą już od pierwszej strony. Książka nietuzinkowa, interesująca, napisana przystępnym językiem. To nie górnolotne frazesy, pełne metafor zdania wielokrotnie złożone, niezrozumiałe historie (no dobra, miałam problem z zorientowaniem się w kwestiach motoryzacyjnych i komputerowych, ale cóż, nie znam się na tym ni w ząb). Czytelnik czuje się, jakby autor siedział tuż przed nim z puszką piwa w ręce i z zapałem opowiadał o tym, co mu się przytrafiło podczas „wycieczki” do Japonii. Nie zabraknie porad różnego rodzaju (na przykład jak najeść się do syta, gdy nie ma się w kieszeni ani jena czy jak stać się posiadaczem świetnego sprzętu elektronicznego... za darmo), opowiastek z życia wziętych, sympatycznych bohaterów (na czele z Irlandczykiem Seanem) czy zdjęć. Autor skrótowo (mowa o dziesięciu latach streszczonych na około 370 stronach) opisał swoje doświadczenia w Japonii - od pracy (różnorakiej), poprzez zwiedzanie autostopem, aż po sprawy życia codziennego, takie jak szukanie nowego mieszkania (czy raczej: mieszkanka - w Japonii można dostać klaustrofobii, serio). Co prawda od jego pobytu tam minęło dziesięć lat z górką, więc na pewno niejedno się zmieniło, niemniej lektura warta jest polecenia. Gwarantowany ubaw po pachy, a przy tym nauczenie się kilku ciekawych rzeczy o Japonii (szczególnie jeśli nie ma się styczności z tym krajem, bo japoniści jakiegoś tam wielkiego oświecenia nie doznają, za to świetnie się zabawią podczas czytania).
      Jeśli chodzi o Bruczkowskiego, posiadam jeszcze „Zagubionych w Tokio”, ale chyba jeszcze chwilę poczekają, bo z utęsknieniem spogląda na mnie pomarańczowa książka o tytule „Bóg zawsze znajdzie ci pracę” Reginy Brett, którą dałam na imieniny przyjaciółce, a teraz na trochę wróciła do mnie, bym i ja podniosła się na duchu. Swoją drogą: przepraszam, znów japoński klimat, a przecież tyle się książek w życiu naczytałam! Niemniej najłatwiej pisać o tym, czym się ostatnio żyło (czyli o tym, co się właśnie przeczytało), stąd „Ostateczne wyjście”, a „Ballada o Narayamie” jakoś tak sama się nawinęła. No nic, kończę. Dziękuję za odwiedziny i komentarze, a chętnych zapraszam na Tojikomerareta Tori. Bywajcie!

10 komentarzy:

  1. Czytałam "Singapur, czwarta rano", bo tylko to było w bibliotece. A i tak już dawno to czytałam. Przypominałaś mi żeby odkopać publikacje tego autora.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co, fajna książka? :) Chętnie bym przeczytała!

      Usuń
    2. Fajna.;D Warto po nią sięgnąć.

      Usuń
    3. Z przyjemnością to uczynię! <3

      Usuń
  2. Przypomniałaś mi, że miałam to zamówić. Tyle się pozytywnych recenzji nasłuchałam... Ale jak przyszło co do czego, to zupełnie o tej książce zapomniałam. ^^' No nic, trzeba nadrobić. Ale jak i kiedy? ;_; Ech, póki co rozczulam się nad klasykami rosyjskimi. Ubóstwiam! <3

    Pozdrawiam - Andzik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać. ^^
      Miłego rozczulania się! :D

      Usuń
  3. Japonia bardzo mnie ciekawi, a na tą książkę mam ochotę już od dłuższego czasu :). Na pewno kiedyś przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie posiadam wszystkie publikacje tego pana, więc może to świadczyć o tym, że mi się podoba :P Teraz dobry czas na czytanie tego typu książek, muszę sobie je ściągnąć do Warszawy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę i też muszę nabyć. ^^
      Ściągnij, ściągnij. :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.