środa, 30 września 2015

Ewa Woydyłło - „W zgodzie ze sobą”


„We wczesnych latach życia prawie nikt nie może naprawdę wiedzieć, czego pragnie i kim ma być, bo do tego trzeba doświadczeń, systemu wartości, autorytetów, porównań i sprawdzianów. Może było to łatwiejsze i w ogóle możliwe w dawnych epokach, kiedy życie płynęło wolniutko i wyborów co do sposobu życia nie było prawie wcale. Najwyżej mieli ten wybór woźni, artyści i włóczędzy. Nikt zwyczajny nie kreował swego losu, prawie każdy w chwili przyjścia na świat po prostu wpadał w swój los jak w koleiny. Reszta była względnie prosta, trzeba było jedynie w tych koleinach pozostawać. Ale dziś? Dziś mamy zupełnie inny świat. Ilość możliwości, a więc ilość wyborów, przyprawia większość z nas o zawrót głowy, a pojawiają się one przed nami na każdym kroku w sprawach rangi życiowej i codziennych. Być sobą jest więc obecnie trochę trudniej niż naszym prababkom i pradziadom. Tym bardziej więc warto się nad tym zastanawiać.”

      Ewa Woydyłło jest doktorem psychologii i psychoterapeutką o wieloletnim doświadczeniu. Nie słyszałam o niej, dopóki nie została mi polecona książka „W zgodzie ze sobą”.
      Jak wiele osób mam dużo spraw na głowie i masę problemów. Na część z nich nie mam wpływu, część zaś wypływa ze mnie samej. Część ma podstawy, część jest zupełnie irracjonalna. Książka Ewy Woydyłło może jakoś mną nie wstrząsnęła ani nic, niemniej kilka rzeczy uświadomiła. Kiedy czytałam o niektórych przypadkach czy przykładach zachowań, widziałam w nich cień samej siebie.

„Najgorszą rzeczą w psychologicznym funkcjonowaniu człowieka jest bowiem automatyzm, brak refleksji i paraliżująca obawa przed weryfikacją. W imię własnego zdrowia psychicznego i własnego rozwoju nie bójmy się sobie przyglądać. Nie martwmy się też, jeżeli znajdziemy jakiś defekt. Cała ta książka ma, prawdę mówiąc, jeden cel: pomóc uwierzyć w możliwość zmiany. A trudno cokolwiek zmieniać, jeżeli nie wiedzielibyśmy co lub po co.”

      Zmiana faktycznie jest możliwa. Musimy jednak pamiętać, że nie zawsze wygramy w pojedynkę. Nie bójmy się przyjąć pomocy, czy to rodziny, czy przyjaciół, czy psychologów lub psychiatrów. Jakby nie patrzeć, walka z samym sobą jest zapewne trudniejsza niż z kimś innym. Nie zamykajmy oczu na to, co dzieje się głęboko w naszym wnętrzu.

„Myśląc logicznie, w konflikcie ze sobą trzeba by właściwie zawsze wygrać. Wszak swoim przeciwnikiem jest się samemu. A zatem łatwo powinno być siebie pokonać. Wszystko jest przecież dobrze znane: słabości, wykręty, zabiegi i wybiegi. Wiadomo jednak, że siebie pokonać wcale niełatwo. W konfliktach ze sobą często, niestety, przegrywamy. No więc KTO tak naprawdę wygrywa? Też my. Z tym że końcowy skutek jest dziwnie odwrotny.”

     Warto przeczytać tę książkę - nie zajmie Wam to dużo czasu; jest też dostępna w wersji PDF - by to i owo sobie uzmysłowić. Nie znajdziecie tam prostego przepisu na życie, ale przynajmniej wskazówki, co zrobić, by zaakceptować siebie lub sobie pomóc, gdy jest to konieczne.

„Jeżeli doradzam koleżance, pocieszam siostrę, dziecku dodaję otuchy - to znaczy, że to umiem. Gdy jednak problem dotyczy mnie samej, to czasem o tym zapominam. Czuję się bezradna, pogrążam się w beznadziei, ulegam niemocy. Ale przecież mogę sobie przypomnieć, że wobec innych bywam odporna, twórcza i pomysłowa. Mogę więc w ten sam sposób także sobie dodać otuchy, siebie pocieszyć i obronić przed załamaniem. Przecież chodzi o to samo: żeby w obliczu wyzwania nie myśleć, że się nie uda, tylko że się uda. Najczęściej tak myślimy, gdy chodzi o innych ludzi. I zapominamy, gdy chodzi o nas samych.”

      Nie zapominajmy więc o tym i dajmy pomóc samym sobie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz. Jeśli tylko czas mi na to pozwoli, z chęcią się odwdzięczę.